Sorry jeśli ktoś już zna tę historię, ale uważam, że jest warta przytoczenia. Kiedyś WSK odbywało się w wojskowym kinie "Grunwald", będącym częścią Klubu Garnizonowego, czy czegoś takiego. Za którymś razem na imprezę przyszedł jakiś stary dziadyga, zapewne z wnuczkiem, i natknął się na komiks Rycha Dąbrowskiego, jawnie wyszydzający wojsko. Jak to u Rycha. Facet (który sam był zapewne emerytowanym trepem) tak się wkurzył, że poszedł na skargę do jakiegoś generała i impreza mało nie została przerwana. Rok później zaczął robić szum odpowiednio wcześniej i tym razem na tyle skutecznie, że na kilka dni przed konwentem wojsko w ogóle chciało się wycofać z wynajmu, chociaż wszystko było dopięte na ostatni guzik, goście zaproszeni, materiały wydrukowane itp. Dopiero Mamut przyjechał z Łodzi i jakoś ugadał pana generała, żeby ten zmienił zdanie. Trzeba przyznać, że Mamut ma wybitny talent do takich rozmów, i gdyby nie jego interwencja, byłoby po imprezie.
Tak że nie trzeba tłumów z transparentami, żeby rozwalić festiwal. Wystarczy jeden zdeterminowany pieniacz.