Nie rozumiemy się do końca: napisałem wcześniej, że doświadczenia nie mam. I tę część dyskusji zrozumiałem w ten sposób, że mówimy o 5 stówach za wykonanie pracy na festiwalu. Przy czym zaznaczyłem, że obserwowałem jedynie jeden taki przypadek w efekcie czego sądziłem, że tzw. "blank" sprowadza się do tego samego zjawiska (czyt. wręczasz "pustą okładkę", szast-prast i po dwóch minutach masz ją z powrotem, tyle że skoro jest to mityczny "blank" to kosztuje 5 setek). I stąd moje zdziwienie najpierw ceną, a później faktem, że cuś takiego trwa "cały dzień", bo przecież gdzie tutaj czas na takie cuda na festiwalu.
Natomiast teraz bądź łaskaw doprecyzować, bo jednej rzeczy nadal nie rozumiem:
1. Przyjęcie zlecenia na festiwalu na blank za 500 zł. Ok. Pojąłem.
2. Odpada koszt wysyłki i ryzyko zniszczenia - tego nie rozumiem. To kiedy te mityczne blanki za 5 stów są wykonywane skoro nie trzeba ich wysyłać do zamawiającego?