Nie ma w tym sensu. Festiwal jest taki, jak fandom komiksów. Skromny, ale klimatyczny. "Masówkarze" wolą Pyrkon, tam więcej znajdą atrakcji związanymi z wysokobudżetowymi filmami MCU. MFKIG pozostanie imprezą dla "wąskiego" jak na duży festiwal grona ludzi, którzy jeżdżą tam co roku, by przybić grabę z kolegami blogerami, cwaniakami z grup komiksowych na FB, i twórcami komiksów z którymi są już per Ty po latach kręcenia się po jednym festiwalu. Zajdziesz na stoisko Kultury Gniewu, posłuchać jak Holcman mówi o prostytucji komiksowej, wymienisz uśmiechy ze Szłapą, przejdziesz obok Simona Bisley'a którego obecność od lat już nie robi na Tobie wrażenia, obejrzysz ubogi konkurs cosplay i podejdziesz na dworzec Kaliska do baru by zjeść tanio i zobaczyć makulaturę na którą kumpel wydał 500zł. Jak na moje o to chodzi w tym festiwalu i rzecz raczej nigdy nie ulegnie zmianie.
Uległo w sumie jedno zmianie, że wynieśli się z Atlas Areny. Niestety podobnie jak Adolf, ostani raz byłem w 2017.